Blind to Differences: Dwanaście lat eksperymentalnego hardcore’u z Nowego Targu
Jeszcze kilkanaście lat temu byli jednym z nielicznych zespołów na Podhalu grających eksperymentalną odmianę hardcore’u. Dziś Blind to Differences ma na koncie koncerty w całej Polsce, własne wydawnictwa i opinię jednej z najbardziej charakterystycznych kapel alternatywnej sceny regionu. O początkach, graniu bez basisty, pracy nad nową płytą i odradzającej się scenie muzycznej w Nowym Targu rozmawiamy z członkami zespołu: Jaśkiem, Bartkiem (Wiechciu) i Adamem (Tuna).
Od dwóch koncertów bez wokalu do renomy na scenie alternatywnej
Zespół powstał w Nowym Targu, a jego historia sięga już dwunastu lat wstecz. Początki nie były łatwe – muzycy grali wówczas instrumentalnie, bez wokalisty, i zagrali nawet dwa koncerty w tym składzie, w tym jeden podczas finału WOŚP. Jak wspomina Jasiek, odbiór był wtedy raczej średni, a publiczność nie do końca rozumiała ich połamaną muzykę.
Brak basisty dodatkowo utrudniał sytuację. Nawet osoby związane z cięższymi gatunkami narzekały, że bas jest puszczany z playbacku. Dziś zespół ma ugruntowaną pozycję, a jego członkowie z satysfakcją obserwują, jak zmienia się podejście słuchaczy. Coraz więcej młodych ludzi jest otwartych na alternatywne granie, a sama scena w Nowym Targu przeżywa renesans.
Nowy Targ – miasto, które słucha alternatywy
Jak podkreśla Adam, Nowy Targ jest pod tym względem wyjątkowy. Mimo że to nieduże miasto, na koncerty przychodzi stosunkowo dużo osób – zwykle od pięćdziesięciu do stu na każdy koncert. Muzycy rozmawiali z zespołami z większych miast, gdzie organizowanie koncertów często nie ma sensu, bo nikt nie przychodzi. W Nowym Targu jest pod tym względem naprawdę dobrze.
Jasiek przytacza słowa wokalistki zespołu Mojry, która zauważyła, że koncerty w Nowym Targu mają swój wyjątkowy klimat. Kiedyś starsza publika stała pod sceną z piwkiem i pytała: „Gdzie macie bas?”. Teraz sytuacja się zmieniła – młodzi słuchacze dorośli, zaczęli zakładać własne zespoły i tworzyć jedną, zintegrowaną scenę alternatywną. Jak dodaje Wiechciu, podziały między subkulturami zacierają się, a punki i metale grają razem, co jest dobrą rzeczą.
Velo Stacja i odradzająca się scena
Ważnym miejscem na mapie nowotarskiej alternatywy jest Velo Stacja. To tam obecnie dzieje się najwięcej. Jak zauważa Jasiek, lokal jest otwarty na różne gatunki muzyki, w przeciwieństwie do niektórych pubów, które stawiają tylko na sprawdzone brzmienia. Velo Stacja próbuje robić miejsce dla wszystkich, a właściciele – jak podkreśla Wiechciu – otwarli się na alternatywną scenę, co nie jest popularne na Podhalu.
Do grania wracają też stare zespoły, takie jak Thank You From The Mountain, które przez lata nic nie grały. Cieszy również to, że młodsze kapele, jak Quiet Quiet Quiet czy Noisoire, czerpią z eksperymentalnego korzenia i rozwijają się – jeżdżą po Polsce, Czechach i Słowacji. Jak mówi Jasiek, to dowód na to, że wieloletnie granie i „pitolenie” jednak się odbiło i ktoś mógł zaczerpnąć z tego inspirację.
Eksperymentalny hardcore – definicja, która broni się sama
Zespół na plakatach bywa opisywany jako punk, post-hardcore, a nawet mathcore. Sami muzycy po długich dyskusjach uznali, że najlepszym określeniem jest „eksperymentalny hardcore”. Jak tłumaczy Jasiek, gdyby zaczęli wymieniać wszystkie wpływy – mathcore, jazz, hardcore – powstałby z tego dziwny opis. „Eksperymentalny” dobrze oddaje to, co robią, a hardcore jest punktem wyjścia.
Wiechciu dodaje z przymrużeniem oka, że gdy nie wiesz, co grasz i nie umiesz grać, mówisz, że jesteś eksperymentalny i to robi robotę. Muzycy nie spinają się jednak, gdy ktoś opisuje ich po swojemu – granice gatunkowe coraz bardziej się zacierają, a to, co ważne, to sama muzyka i ludzie, którzy jej słuchają.
Bez basisty, ale z oktawerem – jak brzmią bez niskiego pasma?
Zespół od lat gra w składzie gitara, perkusja i wokal. Kiedyś mieli basistę, ale odszedł, bo muzyka mu nie odpowiadała. Szukali następcy, ale bez skutku, więc postanowili spróbować grać we dwóch. Inspiracją dla Jaśka był szwajcarski zespół Bolzer, w którym gra tylko gitarzysta i perkusista. Długo analizował, jak uzyskać pełne brzmienie, aż odkrył, że gitarzysta używa oktawera basowego POG.
Jasiek ma ten sam efekt i dzięki odpowiednim ustawieniom udało mu się uzyskać głębię, która rekompensuje brak basisty. Jak mówi, fizycznie basu nie ma, ale „ten dół cały czas jest obecny”. To rozwiązanie stało się znakiem rozpoznawczym zespołu i pozwala im grać w okrojonym składzie bez uszczerbku dla brzmienia.
Nowa płyta i plany na przyszłość
Zespół pracuje obecnie nad nowym materiałem. Jak przyznaje Jasiek, ostatnio mieli szalony czas i ciężko było się zorganizować na próby, ale teraz planują usiąść nad nowymi utworami i doszlifować je. Próby odbywają się raz w tygodniu, choć życie czasem to weryfikuje – praca i obowiązki potrafią pokrzyżować plany.
Najbliższy koncert planowany jest na grudzień, ale wszystko może się jeszcze zmienić. Muzycy przyznają, że z koncertami bywa różnie – w zeszłym roku przez pierwszą połowę zagrali może jeden czy dwa koncerty, a końcówkę mieli tak intensywną, że „za wszystkie czasy się nagrali”. Teraz priorytetem jest płyta, a koncerty są dodatkiem do pracy nad nowym materiałem.
Blind to Differences to dowód na to, że w Nowym Targu alternatywna scena ma się dobrze. Zespół, który zaczynał od grania bez wokalu i basisty, dziś jest inspiracją dla młodszych kapel i ważnym punktem na mapie polskiego hardcore’u. Ich historia pokazuje, że konsekwencja i pasja potrafią przetrwać nawet najtrudniejsze momenty, a lokalna społeczność potrafi docenić oryginalne brzmienie.
Informacje przekazał zespół Blind to Differences w rozmowie z naszym portalem.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!